Friends  |  Press Room  |  Contact Us

The International School for Holocaust Studies

Bajka Dzieci z Getta Łódzkiego



Wstęp:

Bajka Dzieci z Getta Łódzkiego jest niezwykłym dokumentem zawierającym rysunki i tekst. Dokument ten został znaleziony w gruzach jednego z warsztatów w getcie łódzkim.
Kopia oryginalnego albumu została przekazana Instytutowi Yad Vashem w 1971 r. przez panią Hannę Jasny, wdowę po Abrahamie Wolfie Jasnym, który znalazł go zaraz po wojnie w gruzach getta.
Album zawiera 18 stron. Siedemnaście z nich stanowią ilustracje wykonane farbami wodnymi. Rewers strony z ilustracją zawiera tekst rymowanego wiersza po polsku, opisującego ilustrację na awersie. Strony nie są numerowane, przez co w Bajce Dzieci z Getta Łódzkiego nieznany pozostaje nie tylko autor, ale i kolejność opisanych wydarzeń. Bajkę Dzieci z Getta Łódzkiego można interpretować na wiele sposobów i daje ona wgląd w bardzo różne aspekty życia codziennego dzieci przetrzymywanych w getcie łódzkim.

Plan zajęć zawiera:

W tekście zamieszczono przypisy powiązane z odpowiedziami na zadawane pytania oraz sugerowaną bibliografię. Dodatkowe relacje świadków zostały przedstawione na błękitnym tle.

Cel zajęć:

  • Poznanie warunków życia w konkretnym getcie, w tym jego wyjątkowych cech, oraz ogólnych warunków egzystencji w gettach.
  • Poznanie życia codziennego w getcie z perspektywy dzieci.
  • Refleksja nad rolą sztuki w okresie Zagłady, jako sposób dokumentowania i środek radzenia sobie z niewyobrażalnie trudnymi warunkami egzystencji.

Grupa docelowa: Uczniowie szkół ponadgimnazjalnych (wiek 16-18)
Czas trwania zajęć: Ok. 90 min. (może być przedłużone).

Wprowadzenie

Zaleca się rozpoczęcie zajęć o Bajce Dzieci z Getta Łódzkiego od wyjaśnienia tła historycznego opisywanych wydarzeń. W szczególności warto poruszyć następujące zagadnienia (tematy te są opracowane obszernie w załączonych artykułach):

  • Unikalne warunki życia w getcie łódzkim
  • Organizacja pracy: Władze niemieckie powołały w gettcie Radę Żydowską (niem. Judenrat) z Chaimem Rumkowskim jako przewodniczącym. Jednym z zadań Rumkowskiego była organizacja robót przymusowych,
    które pierwotnie miały zapewnić mieszkańcom dochody, po wcześniejszej konfiskacie przedwojennego majątku. W styczniu 1942 roku Niemcy przystąpili do realizacji planu tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej czyli całkowitej zagłady
    Żydów. Od tego momentu praca stała się sposobem ocalenia, ponieważ osoby niepracujące zostały objęte wysiedleniem, które w rzeczywistości oznaczało deportacje do obozów zagłady.
  • Organizacja szkolenia w getcie: Rumkowski zainwestował wiele środków w organizację rozmaitych form edukacji w gettcie. Powstały przedszkola, szkoły podstawowe i średnie. W ramach szkoły dzieciom zapewniano dodatkowe wyżywienie i opiekę lekarską, co było krytycznie ważne w warunkach życia w getcie.
    Na terenie gospodarstw rolniczych w dzielnicy Marysin organizowano kolonie, na których dzieci mogły znaleźć stosunkowo bezpieczne schronienie przed groźną rzeczywistością getta. Jesienią 1941 r. do getta łódzkiego przybyły transporty Żydów i Romów z Niemiec, proporcjonalnie 20 i 5 tysięcy osób. W tym okresie szkoły przestały funkcjonować ponieważ w ich budynkach umieszczono nowoprzybyłych ludzi.
    Z początkiem akcji wysiedlania ludzi do obozu śmierci w Chełmnie w styczniu 1942 r., życie w gettcie uległo radykalnej zmianie. Wszyscy ludzie określeni jako 'elementy nieproduktywne' zostali wysiedleni. Getto przeobraziło się w obóz pracy. Po wielkiej akcji przeprowadzonej przy blokadzie (tzw. Szperze) całego getta we wrześniu 1942 r., kiedy wysiedlono z getta do obozów 15,685 Żydów, pozostali przy życiu mieszkańcy doszli do przekonania, że miejsce pracy jest środkiem ocalenia.
    W rezultacie postanowiono zaangażować do pracy także dzieci. W tym celu przy zakładach pracy powstały „szkółki” zawodowe. Wydział Edukacji Rady Żydowskiej zmienił nazwę na „Komitet Przysposobienia Zawodowego Młodzieży”. Pod koniec lipca 1942 r. otwarto specjalne kursy dla dzieci w warsztatach krawieckich. Obok przyuczania do zawodu w programie znalazło się także nauczanie ogólnokształcące. Dzieci uczyły się pół dnia, a drugą połowę pracowały. Taka forma szkolenia przy zakładach pracy została nazwana „szkółką”. W szkółkach dzieci dostawały dodatkowe posiłki, przeważnie zupę, uczyły się i pracowały.
    Pod koniec 1943 roku w getcie działały 34 szkółki, do których uczęszczało 7000 dzieci. Pani Dawidowicz, przed wojną dyrektor szkoły, została oddelegowana do nadzoru nad szkółkami z ramienia 'Komitetu Przysposobienia Zawodowego Młodzieży'. Pomimo powszechnego charaktteru szkółek, nie wszystkie zakłady pracy brały udział w tym systemie, a istnienie szkółek zależało od dyrektorów zakładów.
Tło i czas powstania Bajki Dzieci z Getta Łódzkiego[1]

Bajka powstała po tzw. Szperze i wysiedleniu, w latach 1943-1944, w zakładzie krawieckim Leona Glazera, gdzie szyto bieliznę i ubrania damskie. Zakład powstał w lipcu 1940 r. i szybko się rozrósł. W latach 1943-1944 pracowały tam setki robotników, w większości kobiet. Dyrektor Glazer był w bliskich stosunkach z Rumkowskim, co zapewniało mu ograniczoną samodzielność.
W czerwcu 1943 r. w zakładzie Leona Glazera pracowały 722 dzieci i nastolatki, przeważnie dziewczęta. Dyrektor dbał o nie poświęcając im dużo uwagi. Rok wcześniej założył żłobek oraz przedszkole dla dzieci od dwóch do ośmiu lat, których rodzice pracowali w zakładzie. W kwietniu 1943 r. przebywało tam 126 dzieci, którymi opiekowało się sześć pielęgniarek. Dzieci pozostawały pod opieką przez cały czas pracy rodziców i miały zapewnione dwa posiłki dziennie. Starsze dzieci przechodziły do szkółki zawodowej. Żłobek i przedszkole prowadził młody i bardzo oddany wychowawca, Mosze (Mojżesz) Markowicz. Wraz z żoną organizował on całe szkolenie i oraz wychowanie kulturalne.
Przy zakładzie Glazera zorganizowano trzy formy aktywności dla dzieci: szkółkę, teatr oraz klub niedzielny.
Szkółka zakładu Glazera miała dyrektorkę i dyrektora. Dyrektorka, Pani Maryla Diament, z zawodu nauczycielka gimnastyki, dbałą o szkolną dyscyplinę. Nauczyciele byli jednocześnie sami pracownikami zakładu Glazera. Nie wszystkie dzieci miały rodziców pracujących w zakładzie. Rodzaj wykonywanej pracy zależał od bieżących potrzeb zakładu. Z reguły głównym kryterium była płeć: dziewczęta kierowano do szycia, a chłopców do warsztatów metalowych, stolarskich i elektrycznych. Z powodu braku materiałów dydaktycznych naukę prowadzono głównie ustnie, w języku polskim i żydowskim (jidysz) a rzadziej po hebrajsku.

Teatr dziecięcy

Obok szkółki w zakładzie Glazera powstał dzięciecy teatr. Była to wspólna inicjatywa dyrektora Glazera i kierownika Markowicza. Próby odbywały się na terenach zakładu, a za salę teatralną służyła duża piwnica. Markowicz był głównym animatorem teatru, starając się urozmaicać życie dzieci przedstawieniami o innych światach. Nauczyciele i pozostali pracownicy wspierali teatr, wspólnie adaptując bajki dla dzieci na sztuki teatralne.
Jednym z pierwszych przedstawień teatru była sztuka pod tytułem 'Królewicz w Krainie Dzieci'. Dramat przedstawiał dziewczynkę śniącą o królewiczu, który wysyłał dzieci aby jej pomogły i razem pokonały wszelkie przeszkody. Sztukę wystawiano przez kilka miesięcy i spotkała się z ogromnym zainteresowaniem.
Idąc za ciosem postanowiono przygotować operę po żydowsku. Nie wszystkie dzieci znały ten język, ale młodzi aktorzy zdołali nauczyli się swoich ról na pamięć. Kompozytor i dyrygent Dawid Bejgelman (1887-1944), jeden z wybitniejszych muzyków w gettcie, zamordowany później w Auschwitz, napisał muzykę do słów Szymona Janowskiego i Abrahama Cykierta. Janowski był przed wojną znanym pisarzem i dramaturgiem. Podobnie jak Bejgielman zginął w obozie Auschwitz. Cykiert (1926-2009) przeżył i po wojnie zamieszkał w Australii. Główną postacią powstałego dramatu był Kozak Gonta[2] , bohater jednej z dobrze wówczas znanych legend o triumfie dobra nad złem. Wybór nie był przypadkowy – opera miała podnosić na duchu i dawać nadzieję. Premierę zaplanowano na czerwiec 1944 roku, kiedy oddziały Armii Czerwonej znalazły się na ziemiach polskich i symboliczne znaczenie sztuki wydawało się aktualne.
W końcu jednak opera nie została wystawiona. Uniemożliwiły to deportacje do Chełmna, a potem do Auschwitz oraz likwidacja getta. Leon Glazer osobiście brał udział w spotkaniach zespołu teatralnego i wspierał młodych artystów. Angażując się w edukację i wychowanie dzieci miał nadzieję stworzyć im warunki do normalnego życia po wojnie.

Praca z Bajką Dzieci z Getta Łódzkiego

Źródło, jakim jest Bajka..., można wykorzystać w pracy edukacyjnej na wiele sposobów. Poniżej jedna z propozycji pracy z ilustracjami i tekstem Bajki.

Objaśnienie symboliki Bajki
  • Wstęp: motywy bajek dziecięcych
    Motywy charakterystyczne dla bajek dziecięcych pojawiają się zarówno w samej treści jak i ilustracjach Bajki Dzieci z Getta Łódzkiego. Typowymi elementami bajek, które widoczne są także w omawianym utworze są m.in.: ulegająca dramatycznym komplikacjom historia, która jednak zawsze kończy się dobrze; protagonista z którym identyfikują się czytelnicy lub słuchacze, doświadczający fizycznych i duchowych trudności, które ostatecznie pokonuje.
    Bajka przedstawia rzeczywistość życia w gettcie - wyraźniej poprzez ilustracje i bardziej pośrednio w tekście. Tekst i towarzyszące mu ilustracje nie zawsze są dopasowane. Tym m. in. Bajka Dzieci z Getta Łodzkiego różni się od „zwykłych” bajek dla dzieci
  • Przełamany płot
    Płot, podobnie jak mur, może mieć dwa przeciwstawne znaczenia. Po pierwsze, płoty i mury mają funkcję obronną, i stwarzają poczucie bezpieczeństwa ludziom chronionym za nimi. Przełamany płot daje zatem wrażenie niepełnej ochrony lub jej braku. To pozwala zadać pytanie czy dzieci w getcie łódzkim mają jakąkolwiek nadzieję? Z drugiej strony uszkodzony płot może symbolizować przełamanie rozkazów, które ujarzmiają ludność getta. W tym sensie przełamanie płotu oznacza szkółkę i sam teatr, istniejące wbrew zamysłowi muru, którym władze niemieckie otoczyły getto
  • Czerwone słońce
    Motyw słońca w twórczości dziecięcej symbolizuje ciepło, radość i wiarę w dobro. Takie słońce jest z reguły żółte. Tymczasem w Bajce widzimy słońce czerwone, które oznacza nachodzący koniec, krew i mrok. Taki sposób przedstawienia słońca budzi niepokój i wyraża obawę dzieci o ich szanse przeżycia do końca wojny.
  • Fotografie nauczycieli i Leona Glazera
    Osoby na fotografiach zostały rozpoznane przez Abrahama Cykierta, dzięki wykorzystaniu albumu szkółki zawodowej (patrz załącznik). Dzięki temu możemy poznać autentyczne postaci ludzi, którzy podjęli konspiracyjną pracę wychowawczą w warunkach getta, aby dać dzieciom siłę przetrwania i życia.
  • Dom (szkółka zawodowa krawiectwa)
    Dom jest z reguły symbolicznym przedstawieniem bezpieczeństwa. Tymczasem domy narysowane w Bajce Dzieci przypominają wyglądem smutne twarze. Okna (oczy) są smętne, a dachy (włosy) zwisają bezwiednie, odzwierciedlając niepewność dzieci co do ich przyszłości.

Bajka Dzieci z Getta Łódzkiego miała najprawdopodobniej cel pedagogiczny. Powstała, aby uczyć zatrudnione w zakładzie krawieckim Leona Glazera dzieci, że praca ocala życie.

Bajka... jest materiałem dydaktycznym o podwójnej wartości. Pozwala poznać ekstremalne warunki życia dzieci w getcie z ich perspektywy oraz jest źródłem historycznym samym w sobie. Stąd też można czytać ją przez dwie pary okularów: dzieci i dorosłych. Przy poznawaniu Bajki... dodatkowym wyzwaniem jest kwestia zgodności lub niezgodności tekstu i ilustracji. Poszukując ich przyczyn należy pamiętać, że nie wszystkie części Bajki zostały znalezione i być może nie dysponujemy pełnym materiałem.

Rewers ilustracji zawiera tekst rymowanki opisującej ilustrację na następnej stronie. Brak numeracji stron powoduje, że kolejność opisanych wydarzeń pozostaje niejednoznaczna. W niniejszym materiale podajemy jedno z możliwych rozwiązań tego problemu. Na końcu tego tekstu znaduje się inna propozycja uporządkowania kolejności części tekstu i obrazków.

Wciąż nie mamy pełnych informacji o intencjach autorów Bajki... Dotychczas znana jest tylko jedna relacja człowieka ocalonego z getta w Łodzi na temat okoliczności i motywacji powstania utworu. Abraham Cykiert, zamieszkały w Melbourne, udzielił wywiadu na temat życia w getcie Instytutowi Pamięci Zagłady Yad Vashem. Dzięki tej wypowiedzi możemy częściowo odtworzyć znaczenie Bajki. Cykiert uzupełnił swoją relację w kolejnym wywiadzie udzielonym w 2003 r. pani Riki Budenheimer.

Dodatkowym wyzwaniem jest analiza krytyczna wartości artystycznej dzieła. Wymaga ona nie tylko znajomości symboliki, lecz także tła historycznego, miejsca oraz czasu powstania dzieła

Twórcy Bajki

Bajka... powstała w ramach działalności dziecięcego teatru. Została napisana przez członków załogi warsztatu krawieckiego, jako wyraz wdzięczności wobec właściciela Leona Glazera.

W getcie tworzono albumy z ilustracjami dla różnych celów
Należą do nich dwie podstawowe kategorie:

  1. Duże albumy powstające w Wydziale Statystycznym getta, którego dyrektorem był adwokat Henryk Naftalin. Wydział ten funkcjonował od czerwca 1940 r.
    Przygotowywano w nim rozmaite tabele statystyczne na zamówienie Niemców oraz Judenratu. W Wydziale Statystycznym oprócz księgowych i statystyków zatrudnieni byli rysownicy i fotografowie. Jednym z celów tworzenia omawianych albumów było przekazanie świadectwa o historii getta łódzkiego. W albumach celowo wstawiano zdjęcia i rysunki pracujących w nim grafików.
    Wytworzone albumy trafiały do archiwum getta łódzkiego, prowadzonego przez Biuro Meldunkowe.
    W archiwum prowadzono kronikę getta, w której rejestrowano dane o zgonach, urodzeniach, samobójstwach, liczbę chorych i wysiedlonych, raporty policji o zbrodniach i dane z kroniki sądowej[3]. Wśród pracowników archiwum byli Henryk Ross i Mendel Grosman[4] W albumach, obok tekstu, znajdowały się oficjalne fotografie zrobione przy okazji wizyt władz niemieckich w gettcie.
    Tematem większości albumów była działalność instytucji funkcjonujących w getcie, obrazowana danymi statystycznymi i fotografiami. Dla działaczy Judenratu i władz niemieckich był to rodzaj oficjalnej biografia getta. (Por. załączony album policji)

  2. Albumy wytwarzane w celu zarobkowym - najczęściej w zamian dodatkowe pożywienie.
    Albumy tego typu mają mniejszą wartość dokumentalną ze względu na inny cel powstania – jako podarunek mający zapewnić przychylność, pomoc lub nawet ocalenie życia. Przykładem jest album wytworzony w tkalni dywanów Klugmana. Album ten powstał 1943 r. z okazji rocznicy powstania zakładu, a jego autorem przez czeskiego rysownik. Albumy takie były często prezentowane i wręczane podczas oficjalnych uroczystości, w atmosfere oczekiwania na zapowiedź polepszenia warunków pracy, np. zwiększenie przydziału żywności. Bajka Dzieci z Getta Łódzkiego należy do tego nurtu.
    Bajka powstała w środowisku nauczycieli szkółki przy zakładzie Glazera: tekst przygotowała jedna z nauczycielek, a ilustracje zostały wykonane przez kilku rysowników. Analiza ilustracji pozwala rozpoznać udział conajmniej trzech autorów. Zakładamy, że jednym z artystów rysowników był Józef Kowner (1895-1967)[5]
    W niektórych rysunkach styl i użyte kolory pozwalają rozpoznać wpływ polskiego ilustratora Jana Marcina Szancera[6].
Zajęcia z wykorzystaniem Bajki

Bajka o Królewiczu i cudownym kraju
Gdzie mimo głodu i nieurodzaju 
3 pokolenia przeżywały chwile radosne
po przez zimę, jesień, lato, wiosnę

W potężnym pałacu wśród dworskiej świty
Panuje wszechwładny król znakomity
Poprzez mosty, młyny do siódmego kraju
Sięga Jego ręka – zwiastun urodzaju.

  • Co widzimy na pierwszej stronie Bajki?
  • Jakie znane bajki zostały przywołane na rysunkach?
  • Czego więcej dowiadujemy się dzięki tekstowi dołączonemu do rysunku?
  • Czy postać, która ma twarz to Królewicz? – a jeśli nie – kto?

Dla nauczyciela: Dziewczynka na grzybku to Alicja w Krainie Czarów; widzimy także inne postaci: krasnoludki, skrzaty oraz królewicza.
Królewicz jest jedyną postacią która ma wyraźną twarz, zaczerpniętą z fotografii Leona Glazera.
(Dod. uwaga: Królewicz znajduje się blisko świata dzieci i bajki. Wkrótce zobaczymy że to Królewicz, a nie Król, okaże pomoc dzieciom)
Słońce w rysunkach dzieci jest zazwyczaj żółte i oznacza ciepło oraz radość życia. Tu słońce jest ciemno-czerwone, co symbolizuje nachodzący mrok i krew. Z rysunku bije niepokój czy dzieci przeżyją. Aby móc w pełni zrozumieć ilustracje należy mieć świadomość, że bajka powstała w okresie po ogromnych akcjach deportacyjnych do obozów śmierci. Był to czas, kiedy powszechnie tracono nadzieję na ocalenie.

A z daleka już przeszkoda,
Leży w poprzek niby kłoda,
Kto się nie potyka, o nią nie uderza,
Ten pasowany jest na rycerza,
A rycerz taki już znakomity
Przyjęty zostaje do dworskiej świty.
Pracują wszyscy na kraju chwałę
I godziny długie całe spędzają nad maszynami.
Suknie wylatują już drzwiami,
Pasków układają całe stosy
Od nich zależą przecież Raju losy.
Kto przy tej przeszkodzie się nie załamie,
Kto teraz całe wyniesie ramię,
Kto wyjdzie teraz z czołem wzniesionym,
Sowicie zostanie wynagrodzony.
Przeszły już przez drogę śliską,

Królewicz występuje na rysunku z symbolami szkółki: trzema maszynami do szycia i wykrojami tkanin.
Trzy maszyny są symbolem trzech form wychowania w szkółce: szkolenia zawodowego, teatru dzieci oraz niedzielnego klubu literackiego.

Dla nauczyciela: Jest to dobry moment na przedstawienie okoliczności powstania Bajki oraz jej autorów, a także słowo o znaczeniu szkółki dla samych dzieci. Poniżej załączono fragmenty z dziennika Dawida Sierakowiaka ,w którym odnosi się do znaczenia szkoły i opisuje jak wiele jest gotowy poświęcić, aby do niej chodzić. Szkoły czy 'szkółki' widziane były jako miejsca nauki, ale także zdobycia dodatkowego pożywienia oraz leczenia chorób.

Łódź, 27-go kwietnia. Niedziela.
Dziś pierwszy dzień szkoły. Droga na Marysin jest dość długa, ale co najgorsze, z powodu nieustających deszczów dość błotnista. Chodzimy ciągle rozmaitymi polami i dlatego buty nasze są w stanie okropnym. Moje buty, które dostałem w szkole, zaczynają już „puszczać”, a o naprawie nie ma mowy. Trzeba będzie chyba niedługo na bosaka latać do szkoły.

Łódź, 10-go Maja 1941 r. Piątek
Lekarka mnie zbadała w szkole. Nie mogła się uspokoić z tego że jestem taki chudy. Natychmiast posłała mnie na prześwietlenie. Może teraz dadzą mi podwójną porcję zupy w szkole. Jeśli prawdę chcecie wiedzieć pięć porcji zupy byłoby jeszcze lepsze, ale i dwie dobrze mi zrobią. W każdym razie jedna porcja zupy to prawie nic.
Po badaniu lekarskim jestem przestraszony i zmartwiony. Choroba na płuca to teraz moda w gettcie. Wybija ludzi jak dyzenteria czy tyfus. A jak chodzi o jedzenie to tylko i wszędzie sytuacja gorszeje. Już tydzień nie widziałem kartofla.

Oto stanął domek cały,
niepozorny jest i mały.
Przez otwarte już podwoje, płacząc drepce parek troje
igła z zadławionym oczkiem
a z nią szpula drobnym kroczkiem
i nożyczki w swych podrygach też zawodzą;
tuż jak fryga
szpulka z główką przekrzywioną;
obok z miną rozzłoszczoną maszyna się wtacza,
taborek rozpacza
Wszystkim w oczach złość się świeci

  • Jakie przedmioty/narzędzia zostały przedstawione na rysunku?
  • Jak zostały są opisane?
  • Dlaczego się gniewają?
  • Dlaczego może być tak źle u dzieci?
  • Jak przedstawione jest słońce?

Dla nauczyciela: Bliższe przyjrzenie się rysunkowi wskazuje, że narzędzia krawieckie nie nadają się do użycia w pracy. W ten sposób Bajka wyraża podstawowe pytanie: czy dzieci są w ogóle zdolne do takiej pracy? Zagadnienie to pojawia się także w tekscie: narzędzia narzekają, że mają znaleźć się w szkółce dzieci. Czerwone słońce poza domem wzmacnia ich odczucia.
Abraham Cykiert wyjaśnił w udzielonym po wojnie wywiadzie, że żółty dach domu szkółki na rysunku jest pochlebnym wspomnieniem ukochanej przez dzieci młodej nauczycielki blondynki. Dalsze spojrzenie wyjawia postać twarzy w rysunku domu, która jest smutna.

  • Jakie emocje symbolizuje płot?
    Płot jako symbol ma dwa znaczenia: ochrona przed niebezpieczeństem lub przeszkoda ograniczająca wolność. Płot na rysunku jest przerwany co oznacza brak ochrony od niebezpieczeństwa. Jako przeszkoda, wyłom w płocie może oznaczać samą szkołę działającą mimo ograniczeń życia w gettcie.

„Ładny los! Idą do dzieci!”
Teraz kolej jest na kłótnie
„usadowcie się w małej sali” mówi szpilka rezolutnie
„bo nam tutaj miejsce dali” i wlatuje wiele dziecięcego
wszystko do maszyny leci
gdzie już wielki jest ogonek
rozpoczął się pracy dzionek


  • W której bajce dla dzieci pojawia się motyw zakazu dotykania maszyny do szycia?
    Śpiąca Królewna
    Bajki uczy dzieci komu można zaufać, a kogo trzeba unikać. Tu przypomina się bajka o Śpiącej Królewnie – bajka ta pomagała rodzicom ostrzec dzieci, aby nie dotykały maszyn do szycia.
  • Z jakiego powodu maszyna jest tak wielka?
  • Czy dziecko może pracować na takiej maszynie?
  • Czego symbolem może być maszyna?

W czasie Holokaustu role społeczne często ulegały zamianie. W normalnych czasach dzieciom nie wolno było zbliżać się do maszyny do szycia. Tymczasem w okresie funkcjonowania getta dzieci były zmuszone pracować na maszynach, aby przeżyć. Getto łódzkie było obozem pracy, w którym pracowali wszyscy, od dziesięcioletnich dzieci do ludzi starszych.
Przedstawiona na ilustracji maszyna jest nieproporcjonalnie olbrzymia. W getcie nie było elektrycznych maszyn do szycia. Siedzące dziecko nie było w stanie dosięgnąć nogami do pedałów maszyny, więc musiało pracować na stojąco. Dzień pracy trwał dziesięć godzin. Z powodu ciężkich warunków śmiertelność w getcie sięgała 21%. Przy pracy dostawało się dodatkowe wyżywienie, mimo tego dorośli i dzieci umierali z wyczerpania. Nawet z dodatkową porcją jedzenia pracownik w getcie nie dostawał niezbędnej do przetrwania życia ilości pożywienia.

Józef Zelikowicz o dzieciach getta:

Czy w ogóle są dzieci w gettcie? Ten gatunek ludzki jest prawie wymarły nim zdoła się rozwinąć na stworzenie nazywane dzieckiem. A jak przez traf szczęścia nie wymiera zaraz, to przemienia się natychmiast w pełni dorosłego Żyda.
W gettcie nie ma dzieci, są tylko mali Żydzi. Do 10-go wieku nie pracują, ale stoją w kolejkach do kuchni po zupy czy chleb, a gdy skończą10 lat ci mali Żydzi już pracują. Jeszcze nie są starzy, nie są kobietami ale już pracują. Praca jest bardzo ciężka bo taki mały Żyd który jeszcze nie zdążył podrosnąć musi być przy pracy niczym żołnierz na apelu, punktualnie o siódmej rano. Za najmniejsze spóźnienie odliczą mu z 'wynagrodzenia' 50 pfenigów. Żeby zjawić się przy pracy punktualnie o siódmej ten mały Żyd musi wstać już o 6-ej rano, a każda nieprzespana przez niego godzina to jeszcze jedna cała godzina męczenia się głodem[7].

Kiedy dziecko stłucze talerz, mówi „Talerz się rozbił, nie moja wina”. W Bajce Dzieci z Getta dziewczynka próbuje szyć, nie udaje jej się. To także nie jej wina, ale wina skrzatów. Podczas gdy w „normalnych” bajkach dla dzieci krasnoludki i skrzaty pomagają dzieciom, tu jest odwrotnie.

Pot dziewczynce spływa z czoła,
bezradnym wzrokiem błądzi dookoła
To przez psotne te chochliki, który figle swe i zbytki

Sara Falger-Zyskind wspomina:[8]

Zaczęłam pracę. Ułożyłam dwa wycinki materiału jeden na drugim, tak jak mnie nauczono. Pociągnęłam koło maszyny i poruszyłam nogą pedał. Cudownie, maszyna zaczęła szyć. Jej szum był przyjemny. Materiał w dalszym ciągu posuwał się do przodu, a ja wziełam dwa nowe wycinki, a potem jeszcze i jeszcze dwa. Byłam szczęśliwa. Wujek miał rację. Umiem szyć bez większego wysiłku. Szkoda, że tatuś nie może mnie teraz zobaczyć, on nawet nie wie, że dostałam pracę.
Ale co to? Tylko poruszyłam te uszyte wycinki i wszystko się rozpadło, jakby wcale nie było zszyte. Nie zrozumiałam jak to się stało, przecież maszyna szyła...
Spróbowałam znów i zatrzymałam się. Nie było sensu szyć tak dalej. Próżno się cieszyłam . Mój biedny wujek co prawda nauczył mnie jak władać maszyną, ale nie powiadomił mnie że trzeba nawlec nić przez igłę...

(Sara Zyskind: Korona Zgubiona w Gettcie Łódzkim, wyd. Hakibutz Hameuchad 1978, st. 56-57)

Dod. uwagi: Na tym i następnym rysunku wnętrze pokoju jest namalowane kolorem żółtym, co ma dawać dzieciom poczucie bezpieczeństwa i ciepła, pomimo rozgrywających się na zewnątrz strasznych wydarzeń.

Hej zniknęły już przeszkody!
przełamane wszystkie lody!
Chochliki nie przeszkadzają,
dzieci z nich pociechę mają.
Zmykaj, Smutku! Zmykaj! Wiej!
Radość u nas!



Sara Falger-Zyskind:

„Proszę Pani” powiedziałam do mistrzyni i poczułam że policzki mi płoną. 'Nie udaje mi się bo nie mogę. Nie umiem szyć, nigdy jeszcze nie zbliżyłam się do maszyny.' Już nie wytrzymałam więcej i mimo usilnych starań wybuchnęłam płaczem.
„Okłamałam cię, ale nie jestem kłamcą, nie chciałam kłamać. Chciałam tylko pracę i chleb.'
Kilka maszyn wokół mnie zatrzymało swój turkot. Twarze kobiet zwróciły się ku nam. Stałam zawstydzona i dalej szlochałam.
„I ja nie mam osiemnastu lat. Mam tylko czternaście”, wyjawiłam jeszcze płacząc. Oczekiwałam nagany i gniewu. Nagle poczułam miękką dłoń głaskającą mnie po głowie.
'”Nie płacz. Od razu zauważyłam że ty nie masz jeszcze osiemnastu lat. Ale to nic, będziesz dalej tu pracowała. Dziewczynki takie jak ty też są nam potrzebne. Damy ci odpowiednią pracę i z czasem nauczymy cię pracować na maszynie'.
Czułam że uśmiecham się poprzez łzy. Mistrzyni wydawała mi się jak anioł z nieba. Pozostałam przy pracy. Pozwolono mi siedzieć przy stole i przymocowywać klamry do gorsetów. Robiłam to tylko przez kilka tygodni. Mistrzyni dotrzymała słowa i osobiście nauczyła mnie szyć na maszynie. Moja pozycja w pracy wzrosła. Znów posadzono mnie do maszyny pomiędzy dwoma kobietami. Tym razem już umiałam szyć.'

(Sara Zyskind, tamże).

Uprawiają w sposób brzydki
jej się ciągle psują szyki
Kłopot ten wnet ulatuje
i już każda się raduje.
W jasnym obszernym pokoju
zapomina o pracy, znoju;
gdy z formą własnej roboty,
która skacze aż ze ściany
Z wielkiej uciechy i ochoty idzie w tany.

  • Jakie znaczenie ma kolor sali?
  • Jak narysowano wycinki materiału? Dlaczego wyglądają w ten sposób?
    Żółty kolor sali daje poczucie bezpiecznego otoczenia. Na zewnątrz czerwone słońce wysyła swe promienie w dal dając jakoby do zrozumienia, że los ludzi tam w oddali nie jest dobry, oraz że może stać się udziałem tych, którzy przebywają wewnątrz.
    Wycinki materiału na ścianach przypominają drwiące maski. Jakby pytały:
    „Czy naprawdę dzieci przeżyją?” „Może to wszystko złuda lub oszustwo”?
  • Czy tekst i rysunek przedstawiają tę samą treść? Jeżeli nie – dlaczego?
    Między tekstem, a rysunkiem jest niespójność. Słowa opisują radość, a rysunek sugeruje niebezpieczeństwo. Być może chodzi o zasugerowanie niebezpieczeństwa nie-wprost. Możliwe, że w ten sposób bajka ma wzmocnić u dzieci zdolność do radzenia sobie w niebezpiecznych sytuacjach.

I wzięli się pod rękę Smutek razem z Troską
musieli wyminąć Szkółkę Glazerowską
a królewna Radość i książe Wesele
w tejże słynnej szkółce przebywają wiele.
Skaczę się wesoło z tą Radością złotą
a do pracy się zasiada z księżniczką Ochotą.
A ten urwis psota przewraca im stołki
podczas pracy czy po pracy wywraca koziołki.
Dni płyną bajecznie, dni płyną tęczowo
każdy dzień przynosi Radość kolorową.

Postaci w Bajce... mają różne cechy, podobnie jak same dzieci w szkółce. Bliższe przyjrzenie się ilustracji pozwala odkryć jej głębsze znaczenie.

  • Jaką postać karcianą przypomina król?
    dżokera
  • Czego symbolem jest zazwyczaj dżoker (błazen)?
    Błazen oznacza brak powagi i nie przystawanie do rzeczywistości. W Bajce... król, symbolizowany przez błazna może budzić skojarzenie z przewodniczącym Judenratu Chaimem Rumkowskim i jego niezdolnością do poprawy jakości życia w getcie. Ludzie przebywający w getcie byli przekonani, że próba otwartej krytyki Rumkowskiego byłaby niebezpieczna i nieskuteczna.
  • Jakie znaczenie ma płot?
    Płot wokół dzieci jest przełamany. Ponownie można poruszyć zagadnienie podwójnego znaczenia symbolu płotu oraz niepewności ocalenia.
  • Jak jest przedstawiona szkółka?
    Domek ma nadal smutną minę a słońce nad nim wciąż jest czerwone.
  • Jakie inne postaci są przedstawione na rysunku? Co one wyrażają?
  • Do jakiego stopnia rysunek pasuje do tekstu?
    Starzy ludzie idą w kierunku pustki - jest to alegoria deportacji. Co da się ukryć przed dziećmi? Jak mogło wyglądać życie dziecka, które nabierało świadomości, że inni ludzie są gdzieś wywożeni i nikt nie jest pewny co się z nimi stanie? Słowa tekstu brzmią optymistyczne, jak gdyby w normalnym życiu, ale rysunek wyraża o wiele bardziej skomplikowaną rzeczywistość oraz krytykę władz getta. Z tego ostatniego powodu album miał pozostać w ukryciu.
    Czy treść słów i rysunku jest zgodna? Za pomocą tekstu autorzy malują piękną rzeczywistość, budując nadzieję czytelnika na pozytywny finał , tzw. 'Happy End'. W tym miejscu warto ponownie zwrócić uwagę na możliwe powody różnic pomiędzy słowami Bajki , a jej ilustracjami.

Choć jeszcze na polach leżą białe śniegi,
Już powiększone krawcowych szeregi.
Na oścież otwarto domku podwoje
Przez nie wstępują nowych dziewcząt roje!
A gdy się otwarły bramy,
Zawołały: ‘już wkraczamy’
Blask z ich twarzy wkoło bije:
Hejże! Hurra! Niech nam żyje!’


Płyną jak wezbrana struga.
Pełna sala, jedna druga.
Już są pełne korytarze,
Coraz widać nowe twarze.
‘Och! Jak ciasna! Już nie mogę!
Przez komin wytknęłam nogę!
A rękę przez szparę w ścianie!
Och! Nie mogę już, kochanie!
Leżymy jak śledzie w beczce!
Moja głowa w cudzej teczce!
Och, ratujcie! Już nie mogę!
Patrzcie! Tam wskazują drogę!’

  • Dom szkółki na rysunku ma zmieniony wygląd. Z czego jest zbudowany?
    Jest do jedzenia: składa się z kartofla albo chleba oraz kluski na dachu.
  • Dlaczego szkółka jest narysowana jako jedzenie?
    Jedzenie było najważniejszym wynagrodzeniem za pracę. Szczególnie po akcjach wysiedlania, tylko pracownicy w tzw. 'resortach' dostawali jedzenie podczas pracy oraz kupony na żywność.

Oto początek dziennika pisanego przez nieznanego chłopca z getta łódzkiego:

Byłem kompletnie wygłodzony, i zupa z trzema małymi kawałkami kartofla i swoimi 20 deko mąki utrzymywała mnie przy życiu. W poniedziałek rano leżałem smutny w łóżku i pół bochenka chleba mojej kochanej siostry też było ze mną w pokoju. Postanowiłem pisać dziennik w zeszycie chociaż trochę za późno na to. [... ]Tego tygodnia zrobiłem coś co może wytłumaczyć najlepiej do jakiego stopnia nieludzkości nas poniżyli. Zjadłem cały swój chleb, więc miałem czekać aż do następnej soboty na nowy bochenek. Nie mogłem oprzeć się pokusie i zjadłem cały chleb siostry.
Po tym strasznym przestępstwie opanowały mnie wyrzuty sumienia i poczucie wstydu, a także troska o moją siostrę – co będzie jeść przez następne pięć dni? Czułem się jak przestępca... cierpię strasznie przez to, że muszę kłamać i opowiadać że nie wiem gdzie się podział chleb siostry. Opowiadam że napewno ukradł go złodziej podły bez miłosierdzia, przeklinam tego złodzieja którego wymyśliłem sam. 'Byłbym powiesił go własną ręką żebym go złapał’ – takie fałszywe wyrażenia.
Wszystko co ja mogę szczerze powiedzieć, to że zawsze będzie mnie dręczyć ten mój 'szlachetny' występek, że zawsze będę winił się za to że byłem takim egoistą i zawsze będę nienawidził siebie za to zachowanie, że ludzie mogą tak unieszczęścić swoich bliźnich.

  • Co wyraża ten rysunek?
    Obraz jest wesoły – przedstawia zieleń i kwiatki. Jednak twarz szkółki jest smutna...

Dziewczynka wygląda z komina (wyjście kominem jest częstym motywem w bajkach). Jest to metafora ciasnoty.
Nie jest to symbol komina obozu śmierci przez który leciały popioły ze spalonych ciał w krematorium...

Wygląda na to że wszystko się dobrze skończyło. Gdyby bajka kończyła się w tym momencie to byłby to happy end, jak to zwykle jak w bajkach dla dzieci. Jednak opowiadanie trwa się dalej...

Przez nie wstępują nowych dziewcząt roje!
A gdy się otwarły bramy,
Zawołały: ‘już wkraczamy’
Blask z ich twarzy wkoło bije:
Hejże! Hurra! Niech nam żyje!’

Płyną jak wezbrana struga.
Pełna sala, jedna druga.
Już są pełne korytarze,
Coraz widać nowe twarze.
‘Och! Jak ciasna! Już nie mogę!
Przez komin wytknęłam nogę!
A rękę przez szparę w ścianie!
Och! Nie mogę już, kochanie!
Leżymy jak śledzie w beczce!
Moja głowa w cudzej teczce!
Och, ratujcie! Już nie mogę!
Patrzcie! Tam wskazują drogę!’
Świt... Zza góry słońce wysyła promienie,
Zza krzewów gdzieniegdzie wyłaniają się cienie
I znikają powoli.
Słońce blaskiem złotym
Oświeca szczyt góry i już w chwilę potem
Wychylają z traw główki niezapominajki,
Otaczające zamek… jak z bajki.
Lekko otwierają się jego wrota,
I nadbiega wesoła brać złota
‘Hej hej! Hu ha! Hip hop! Hola!’
Sapią dziateczki, jak małe miechy,
Z nimi się budzą z snów zimowych pola.
Ile wesela! Ile uciechy!
Wszystko odżywa, w powietrzu czuć wiosnę,
Wznoszą się ku niebu okrzyki radosne.
Rozśpiewana dziatwa w tym kwitnącym maju,
Wkracza zwycięsko do Zamku-Raju.

Jej wciąż szczęście towarzyszy,
Z dala się błagania słyszy.
Z niemi ciągle radość kroczy,
Tam smutek przesłania oczy.
Dziatkom, zapłakanym srodze,
Co tyle przeszkód mają na swej drodze.
Wznoszą oczy swe do góry,
Kędy niedosiężne mury,
Tam, gdzie fosa się rozlewa,
Tam, gdzie złote bractwo śpiewa,
Gdzie weselem i rozkoszą
Wezbrały mury,
Tam się wznoszą ich błagania
Od wieczora do zarania.

Wspinają się wąską ścieżyną pod górę,
Wkrąg otaczają ich bory ponure,
Krzewy nastraszają swe kolce cierniste,
Czeluścią zieją jamy przepaściste,
W których podstępnie czyhają węże jadowite,
Śliskie i lepkie. Gady rozmaite
Prężą nogi. Potwory, stonogi
Lepią się do nóg. Przebyli bór.
U rozstaju dróg odetchnęli swobodnie,
Lecz… złudna szczęścia chwila,
Bo potworny smok się z ziemi wychyla.
Znów się zaczyna walka zażarta,
Jakże pokonać takiego czarta,
Znów się zaczyna zaciekły bój,
I nowe troski i nowy znój.
Jedne się cofnęły, trudem zwyciężone,
A drugie szły naprzód wciąż nieustraszone,
Bo silna wola zwyciężyć musi.
Nic ich nie pokona, nic ich nie skusi.
Nie zlękli się baby jagi, ni kota, ni sowy.
Nie zlękli się smoka, choć ten był trójgłowy.
Wnet okrzyk z piersi wyrywa się chórem,
Oto stanęły przed potężnym murem.

Zamek ma sztandar z nożycami krawieckimi – jest to symbol szkółki. Teren wokół zamku jest pełny straszliwych niebezpieczeństw: wudać wiedźmę, czarnego kota i dwa potwory z których jeden ma trzy głowy. Ciała potworów przedstawiają te wydziały Judenratu, które wydawały świadectwo urodzenia dziecka, niezbędne do chodzenia do szkółki oraz samej pracy. Ptaki na niebie są czarne, przypominają wrony opadające na martwe ciała, a słońce jest czerwone, wysyła promienie niczym zły omen przyszłości.
(Ta interpretacja nie jest przyjęta u wszystkich bo Józef Kowner, który był przynajmniej jednym z twórców tych rysunków, jest znany z tego stylu rysunkowego. Być może zatem nie taka była intencja autora Podczas interpretacji utworów sztuki czy literatury nie mamy do czynienia z jedną naukową wykładnią ich znaczenia – podlega ono nieustannej dyskusji.
Dziś już nie ma już bezpośrednich świadków, których można by zapytać co zamierzali i co przeżyli autorzy i autorki bajki. Odbiór i rozumienie sztuki jest różne i zależy od indywidualnych cech człowieka)
Zaśnieżona góra – czy znajduje się w getcie czy świecie zewnętrznym? W relacjach ocalałych z Holokaustu często wymieniane są pory roku , jednak mają znaczenie jedynie dla przeżycia, zmarznięcia lub duszenia się upałem, a nie dla cieszenia się pięknem natury. Zaśnieżona góra na rysunku oznacza, że poza gettem odbywa się normalne życie.

O zachodzie słońca w gettcie:

W każdym dniu zachód słońca nie ma podobieństwa to zachodu słońca w każdym innym dniu. Jednego wieczoru zachód przyniósł z sobą jakąś ulgę, spokój dla zmęczonega i wygłodniałego ciała. Innego wieczoru zachód słońca wywołał poczucie chwały – 'Chwała Bogu – jeszcze jeden dzień w gettcie zakończył się!'. Innego dnia oczekuje się zachodu słońca z tęsknotą do spotkania się z żoną po długim dniu pracy w dwóch różnych miejscach.
Po całym dniu rodzina z dziećmi siada do stołu do marnego wieczornego posiłku. Na podwórku zbierają się sąsiedzi, narzekają sobie razem i wciągają w płuca trochę nieświeżego powietrza które jednak jes świeższe od spleśniałego powietrza w ciasnych mieszkaniach.
Każdego dnia wyczekuje się z tęsknieniem zachodu słońca. Ale dziś – ludzie by zgodzili się dać wiele lat życia za to żeby słońce nie zaszło nigdy, żeby ten dzień przedłużył się bez końca, żeby to straszliwe jutro nie przybyło! O, gdzie ten Jozue który by rozkazał słońcu 'Stań'?!

Józef Zelikowicz, W Tych Strasznych Czasach, wyd. Yad Vashem, str. 281.

Mur był wysoki, gruby i nie do przebycia,
A przed nim fosa toczyła swe wody,
Cóż to.. Królewicz wychodzi z ukrycia,
W cudownych szatach, piękny i młody.
Dzieciom zdumienie otwiera oczy,
Bo król był przepiękny i uroczy.
Przerzuca przez fosę most duży, zwodzony,
Podaje dziatwie prawicę,
Radość bije z oczu, jest rozpromieniony
Szczęściem jaśnieją mu lice.

Gdzie znajdują się dzieci na rysunkach? – przed zamkiem. Na obu rusunkach świeci czerwone słońce.
W porównaniu z pierwszym rysunkiem z Królewiczem, tu Królewicz jest maleńki i daleki. Powstaje pytanie – ile jest w stanie rzeczywiście pomóc?
Takie zakończenie pozostawia dużą różnice między tekstem, a rysunkiem. Istnieje jednak inna możliwość zakończenia:

Ranek był cudny. Korony drzew, lekki wietrzyk kołysał iłagodny wiew
Ochładzał dziatek twarze. Trawy obfite w rosę goiły poranione, słabe nogi bose.
Wprowadzono je do jasnej, przestronnej komnaty,
Tam ukazał im się Anioł strojny w cudne szaty.
Jego widok spędził z twarzyczek troski,
Bo wszystkich owinął czar dziwny i boski.
On trzymał wagę i złotą strzałę, rozdzielał dziewczynki duże i małe.
W ten sposób dwie grupy nowe zaczęły kursy zawodowe.

Na rysunku widać drzewo życia, twarze nauczycielek przedstawione są jako owoce. Jest to alegoria szkolenia dzieci w getcie.
Na czym polega jego znaczenie? (patrz cytat z dziennika Dawida Sierakowiaka).
Czerwone słońce zachodzi, jakby nie miało większego znaczenia.
Przełamany płot znów przynosi na myśl pytanie – czy w szkółce dzieci są naprawdę bezpieczne? Może ich schronienie jest złudne? A być może znaczenie tego detalu jest odwrotne: przerwany płot to symbol przełamania przez szkółkę niemieckich zakazów obowiązujących w getcie?
Zakończenie bajki odwołuje się do przyjętej konwencji happy endu. Można widzieć w tym odmianę losu na pobożne życzenie. Ale możliwe jest także, że autorzy Bajki chcieli dać dzieciom cień nadziei pomimo że sami nie znali swojej przyszłości. Musimy pamiętać że ludzie w gettcie byli odcięci od świata za murami i wierzyli że wysiedlenie przy likwidacji getta nie musi wcale oznacza śmierci. Nadzieja jest niezbędna do przeżycia .

Dodatkowe materiały pomocnicze

Dr. Jakób Poznański[9] prowadził podczas wojny dziennik. Wpisy w jego dzienniku zaczynają się w październiku 1941 r. i kończą się 2-go czerwca 1945 r., pół roku po wyzwoleniu. Poznański starał się dokumentować wydarzenia z historii getta oraz własne przeżycia, mając świadomość bycia świadkiem czegoś niesłychanie wstrząsającego. Poniżej kilka fragmentów z jego dziennika, które mogą być pomocne dla lepszego zrozumienia treści tych zajęć.

9.6.1943
Nie o wszystkim można pisać, ale powinno się! Daj Boże aby ci, którzy nie doświadczyli okropności życia w gettcie oraz przyszłe pokolenia dowiedziały się jak nas tu męczyli, przez co przeszliśmy i co czuliśmy. ... Najprawdopodobniej, ludzkość nigdy nie poznała niczego podobnego.

26.7.1943
'Piszę szczególnie po to, aby historycy w przyszłości mogli odnaleźć źródła informacji nie tylko o oficjalnych wydarzeniach lecz także o tym, co przeżyli zwykli ludzie . Dotychczas nie wspominałem, że powstaje tu oficjalna historia getta. Istnieje specjalny wydział, który pretensjonalnie nazwano „Archiwum” i tam trafiają wszelkie wiadomości i dane, tworząc w ten sposób historię getta. Prosty człowiek nie ma dostępu do tych dokumentów. Oprócz hymnów na cześć prezesa i kilku danych statystycznych nie ma tam niczego. Natomiast trafiają tam artykuły wartościowe godne muzeum, różne podarunki, które otrzymują Pan Prezes, Jakóbowicz, Gertler i jeszcze kilku kierowników.'

24.3.1944
'Kierownictwo naszego zakładu nie ma pojęcia o tym, że maksyma P.P. (Pracować Powoli) ma wśród nas wielu zwolenników. Często jedynie udajemy, że pracujemy. Maszyny się psują, materiały nie nadają się do opracowania i tak bez końca. Jest wiele sposobów, aby nie zdążyć z zamówieniem na czas, opóźnić dostawę, sabotować pewne produkty... zawsze i wszędzie pamiętamy, że zakład nasz pracuje dla wroga.

2.6.1943
Wczoraj odbyło się jeszcze jedno przedstawienie i Pan Prezes Rumkowski zjawił się osobiście. I tym razem też ciasno było niemożliwie. Trzeba przyznać, że cały program podobał się bardzo Głównej Władzy. Już podczas popisowego baletu dzieci Prezes zapisał kilka słów po żydowsku na kartce i wręczył kartkę dyrygentowi Dawidowi Bejgelmanowi. Okazało się, że to było polecenie do Wydziału Zaopatrzenia dla całego zespołu baletu.

4.6.1943
Okazało się że w kartce którą prezes przesłał do dzieci baletu nie było żadnego polecenia na dodatkową żywność. Kartka zawierała polecenie darować dzieciom 1kg. cukierków. Oto hojność!...

16.6.1943
Wczoraj nasz zakład dostał pierwsze materialne wynagrodzenie za przedstawienie w postaci mięsa i chleba. Każdy wykonawca dostał 1 kg. mięsa i 2 kg. chleba. Członkowie chóru dostali 1 kg. mięsa i 1 kg. chleba. Ma się odbyć jeszcze jedna dystrybucja. Pierwsza zdążyła już spowodować u ludzi duże rozgoryczenie i pozostał po niej zły smak. Po pierwsze, bo tylko część tych, co brali udział a nie są artystami, dostała te towary, większość nie dostała. Po drugie, dlatego że na próbach powiedzieli ludziom że oni też dostaną coś za wystąpienie, a teraz dostali figę. Tu trzeba zaznaczyć że większość robotników ma g... na co się skarżyć na kierownictwo, bo jak jest okazja coś dostać to oni dbają tylko o siebie i o swoich krewnych, a o robotnikach zapominają...

3.11.1943
Ludność morzy się głodem. Cena buraków i kartofli stale wzrasta. Wczoraj zbieraliśmy szpinak i rzodkiewkę. Zebrałem 3 kg. szpinaku i 2,2 kg. rzodkiewki.
W gettcie jest dużo pracy. Widać jednak, że Niemcom brak rąk do pracy, a tani koszt białych niewolników, t. j. Żydów, też przyczynia się do tego że im dają pracować.

29.11.1943
W poprzednim tygodniu zdarzył się wypadek, o którym trzeba wspomnieć bo jest charakterystyczny dla tego miejsca i czasów. Przy naszym resorcie założyli szkołę dla dzieci. Półtora roku temu, a nawet wcześniej pozamykali wszystkie licea które istniały w getcie (!). Po kilku miesiącach resorty [zakłady pracy] otworzyły szkółki zawodowe dla dzieci, w których uczyli nie tylko rzemiosła ale i trochę ogólnych przedmiotów po żydowsku. Niektóre szkółki doszły do wysokiego poziomu nauki, a niektóre nie. Kierowniczką szkoły u nas w resorcie jest jedna pani Smoleńska... Więc do rzeczy: Na początku poprzedniego tygodnia jedna z dziewcząt spóźniła się do szkoły. Smoleńska nie pozwoliła jej w tym dniu pracować, a także pozbawiła ją obiadu i drugiej porcji zupy. Dzieci szkoły w proteście postanowiły nie jeść zupy jak co dzień. Żadne dziecko nie wyciągnęło ręki po talerz i drugą porcję – dzieci były zdecydowane i nieugięte. Pani Smoleńska bardzo się obraziła i poszła się skarżyć do kierownika resortu. Bejgelman naturalnie ją poparł i przyszedł do szkoły aby rozstrzygnąć sprawę , ale jego obecność dodatkowo zaostrzyła sprawę i w efekcie zamknięto szkołę na trzy dni. Dzieci pozostały przy swoim. Zażądali od nich żeby przeprosiły Smoleńską, ale one nie zgodziły się, szczególnie że to żądanie było zupełnie nie usprawiedliwione i jedyną jego przyczyną była wola Smoleńskiej. Nazajutrz inne dzieci, te które pracowały w zakładzie, ale nie chodziły do szkoły, chciały dołączyć się do strajku i nie dostawać posiłku. Sytuacja stała się niepewna! Inny kierownik się wtrącił i jakoś załatwił sprawę....


[1] Informacje w tej części zostały zaczerpnięte z artykułu: R. Budenheimer, Bajka o Królewiczu, [w:] Rocznik Moreszet nr 78 Dzieci w Latach Zagłady; Łódź – Ostatnie Getto w Polsce, wydawnictwo Yad Vashem, 2005.
[2] Iwan Gonta był jednym z przywódców ukraińskiego powstania przeciw polskiej władzy pod koniec XVIII wieku (tzw. koliwszczyzna). Gonta był oficerem w milicji kozackiej rządcy Kijowa i z jego rozkazu miał zwalczać buntowników. Zamiast tego dołączył ze swoim pułkiem do buntu i mordował polskich szlachciców i Żydów. W końcu został pojmany przez Rosjan i wydany Polakom. Wraz z innymi buntownikami został skazany na tortury i śmierć. Zwłoki jego poćwiartowano i wysłano do czternastu miast w Polsce. O Iwanie Goncie powstało wiele pieśni oraz wierszy. Jeden z autorów opery, Abraham Cykiert wyjaśnił, że w jego operze Gonta jest szatanem nad którym dzieciom udaje się zatriumfować.
[3] Archiwum getta działało od 17-go listopada 1940 r. Jego dyrektorem był adwokat Henryk Naftalin, który wspierał gromadzenie dokumentów i wszelkich możliwych źródeł wiadomości o gettcie. Od stycznia 1941 r. do lipca 1944 r. w archiwum prowadzono kronikę wydarzeń w getcie. Wśród jej autorów byli miejscowi intelektualiści oraz Żydzi deportowani do getta z Niemiec jesienią 1941 r. Na przełomie 1943 i 1944 roku część kronikarzy zaangażowała się w tworzenie encyklopedii i leksykonu wybitnych mieszkańców getta. Większość dokumentacji archiwum, w tym kronika, przetrwała wojnę i stanowi ważne źródło wiadomości o życiu w gettcie łódzkim.
[4] Henryk Ross (1910-1991) był zatrudniony jako fotograf w Wydziale Statystycznym getta aż do jego likwidacji. Zdołał ukryć swoje fotografie w beczkach na terenie getta i odnalazł je po wojnie. Część zdjęć uległa zniszczeniu przez wilgoć, ale większość udało się ocallić. Ross przywiózł ze sobą te zdjęcia do Izraela. Na początku lat 60 XX wieku Ross był świadkiem na procesie Adolfa Eichmanna.
Mendel Grosman (1917-1945) – fotograf w gettcie łódzkim. Uwiecznił dzieje getta w 10.000 fotografii. Jako pracownik Wydziału Statystycznego miał oficjalne zezwolenie na posiadanie aparatu fotograficznego. Po likwidacji getta został przeniesiony do obozu pracy Koenigs Westerhausen w głębi III Rzeszy, gdzie nadal potajemnie robił zdjęcia. Podczas ewakuacji obozu wobec nadchodzącej Armii Czerwonej został wysłany w tzw. marszu śmierci z innymi więźniami. Podczas marszu zmarł z wycieńczenia z aparatem fotograficznym ukrytym na piersiach. Po wojnie odnaleziono negatywy jego zdjęć i przewieziono je do Palestyny, jednak zostały zagubione podczas działań wojennych. Część zdjęć, która ocalała, została zebrana w albumie 'Fotograf Chodził po Gettcie'.
[5] Józef Kowner (1895-1967) urodził się w Kijowie. Był dzieckiem kiedy wraz z rodziną przeprowadził się do Łodzi. Studiował w Akademii Sztuki w Sankt-Petersburgu oraz w Dusseldorfie, Kassel i Paryżu. Jego dzieła pokazywano na wystawach w głównych miastach Polski. Był także redaktorem czasopisma 'Forma'. Deportowany do getta pracował w zakładzie tkania dywanów jako projektant wzorów. Jego obrazy były wystawiane w gettcie, a w jego mieszkaniu odbywały się koncerty. W zamian za żywność malował dla najbogatszych mieszkańców getta. W 1944 r. został wysiedlony do Auschwitz-Birkenau, a następnie do obozu Debling w Niemczech. Po wyzwoleniu, ranny i chory dostał się do Szwecji. Zamieszkał w mieście Kalmer, gdzie kontynuował twórczość artystyczną.
[6] Jan Marcin Szancer (1902-1973). Wybitny polski ilustrator. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz szkół we Francji i we Włoszech. Zilustrował ponad 150 książek.
[7] Józef Zelikowicz, W Tych Strasznych Czasach, wyd. Yad Vashem, stronnica 182.
[8] Sara Falger-Zyskind urodziła się w Łodzi w 1929 r. Jej matka zmarła w pierwszym roku w getcie, a ojciec odszedł po trzech latach. Sara przeżyła getto pracując, a po jego likwidacji została wysłana do Auschwitz, a następnie do obozów pracy w Niemczech, gdzie została wyzwolona. Zamieszkała w Izraelu.
[9] Jakób Poznański, 13 Zeszytów, wyd. Yad Vashem, Jerozolima 2010